Zakładki:
Blogi nieznanych, ale lubianych
Blogi znanych i lubianych
Muzycznie
Odstresuj się!
Teatr - informacyjnie
Teatr - osobowości
|
poniedziałek, 16 stycznia 2006
Odliczanie czas zacząć...
Kurcze... Ale długo mnie tu nie było... Czas troche odkurzyć i rozruszać to miejsce. No to do roboty:) CU soon! Luteczek
wtorek, 18 stycznia 2005
Reaktywacja Kubusiotaty
No i stało się! W Noc Trzech Króli, o 1:20 nad ranem, przyszedł na świat nasz synek Kubuś. Byłem z nim od pierwszej sekundy jego życia na tym świecie i to wrażenie wprost nie do opisania. Ta mała kruszyna (no... może nie taka mała, jakby nie było 3030g/54cm :) sprawiła, że cały świat wokół przestał się liczyć... przynajmniej na chwilę. W ciągu kolejnych kilku dni po porodzie przeżyliśmy tyle przygód, że możnaby książkę napisać, a więc wkrótce, jak tylko złapię dłuższą chwilkę, pokuszę się o mały treatment historii o tym, jak Kubuś cało i zdrowo przyszedł na świat i zawładnął moim (i Ani, ofkors) sercem...J

Jak w każdej dobrej powieści, nie zawsze po drodze było różowo. Okazuje się, że mały człowiek od pierwszych chwil życia wpada w wir brutalnej rzeczywistości świata ludzi... Czytelnikom o słabych nerwach zdradzę jednak, że mimo groźnej zapowiedzi, powieść kończy się jednak hepi endem (co widać na obrazku załączonym poniżej :)

Zdrówko, Luteczek
czwartek, 14 października 2004
Raport z oblężonego brzucha
Kto by pomyślał, że 7-miesięczny bobas siedzący w brzuchu mamy ma już swoje upodobania i rutynowe zachowania...?
Nie lubi: - gdy mu pan doktor zagląda do "mieszkania" i go budzi o 7:30 rano (ostatecznie daje sie zbadać, ale pokazuje, co o tym myśli: ostatnio wystawił panu doktorowi środkowy palec :); - muzyki organowej (bo za głośna); - gdy mama siedzi przy komputerze (bo mu wtedy za ciasno); - budzić się przed 9:00 (bo tak...:)
Lubi: - chodzić na zakupy (to po mamie); - chodzić do teatru (to po tacie); - rozmawiać z tatą (bo tata jest fajny...:); - bawić się w "zgadnij, gdzie teraz cię kopnę"; - wprost uwielbia hopsać i robić "śrubę" codziennie o 23:00 (bo dopiero wtedy ma luz).
A przy okazji jest cwany i przy okazji USG tak sie wykręca, żeby nie można było rozszyfrować płci... Poza tym waży już kilogram i zapowiada się na ciekawą osobowość.
Na całe szczęście nie jest kłopotliwy i mama znosi ciażę wyjątkowo dobrze, co sie przekłada na dobre samopoczucie całego domowego kolektywu.
Natomiast szanowni młodzi rodzice systematycznie tracą i tak lichą letnią opaleniznę na twarzy zapoznając się z cenami dziecięcych akcesoriów... Ale o tym już innym razem.
Luteczek
wtorek, 12 października 2004
...
A o dziecku będzie jutro :)
Zawodowcy poszukiwani
Dobrze jest mieć w życiu jakąś pasję. Dobrze jest móc ją realizować. Niedobrze, gdy trzeba realizować ją z pomocą osób, które kompletnie tej pasji nie podzielają...
Zrobiłem spektakl. Bezawaryjna była wyłącznie premiera. Każde następne przedstawienie przynosi coraz to nowe niespodzianki... A to muzyka idzie nie w tej kolejności, co trzeba... A to efekty dźwiękowe są przesunięte w czasie... A to wykonawca podmienił sobie kostium bez uzgodnienia... A to reflektor zapala się albo gaśnie tak "z głupia frant" wtedy, gdy nie powinien...
I wszystko byłoby do wytrzymania, gdyby nie rozbrajający uśmiech "winowajcy " po przedstawieniu i tekst: "Przecież tego i tak nikt nie zauważył"... Przecież to drobiazg, że czasem taka głupia wpadka zmienia wymowę i sens spektaklu, w którym ważny jest praktycznie każdy sceniczny znak... Kto by się tym przejmował...
To może po prostu zrobić z tego słuchowisko i puszczać ludziom z głośników zamiast stawać przed nimi na scenie i cokolwiek mówić? W końcu i tak "nikt nie zauważy"... Tylko że ja nie traktuję moich widzów jak bezrozumnej gawiedzi. Niestety chyba tylko ja.
W życiu zawsze tak jest, że cudze "dzieci" obchodzą nas mniej, niż własne...
Zachciało mi się reżyserowania... Na przyszłość będę mądrzejszy. Mam nadzieję...
Nie, nie będę. Za bardzo lubię te robotę, żeby z niej zrezygnować... Po prostu zaproszę do współpracy bardziej profesjonalne "ciocie" i "wujków"... A tych, którzy współpracując ze mną są jak najbardziej w porządku, serdecznie pozdrawiam, chociaz i tak tego nie czytają -- i całe szczęście :)))
Luteczek
wtorek, 17 sierpnia 2004
Pierwszy kontakt
Nasz 19-tygodniowy maluszek postanowił w niedzielę wieczorem się z nami przywitać. Wzruszyło nas to tym bardziej, że czekał spokojnie do chwili, gdy nasza rodzina będzie już w komplecie (Ania w niedzielę wróciła z tygodniowego odpoczynku w spokojnych, wiejskich okolicach). Wziął nas, cwaniaczek, z zaskoczenia. Podczas spokojnego relaksu przed telewizorem po prostu sprzedał pierwszego kopniaka swoimi kilkucentymetrowymi nóżkami. A potem tak się rozkokosił, że machał nóżkami jeszcze pół godziny.
Czując te delikatne, ale całkiem wyraźne kopniaki, po raz pierwszy poczułem bardzo silną więź z tym małym człowieczkiem rosnącym w brzuchu mamy. Do tej pory mogłem go tylko oglądać na zdjęciach usg. Od niedzieli nawiązujemy ze sobą już prawdziwy kontakt :) Ja mu coś opowiem, on mi odkopie... Muszę przyznać, że całkiem fajnie się nam rozmawia...
Może to dziwne, ale prawie w ogóle nie czuję strachu przed ojcostwem. Prawie... (jasne, że pewne lęki mam, ale to temat na oddzielną dyskusję). Myślę, że wiem, jak być dobrym ojcem i bardzo dobrze wiem, jakim chcę być ojcem dla moich dzieci (bo na jednym się raczej nie skończy :). Życie pokaże... Być może spanikuję, gdy po raz pierwszy usłyszę jego płacz, ale ludzkość przetrwała nie takie kataklizmy :)))
Strasznie się cieszę, że z nami jesteś, maluszku* :)
----------- *) - Pan doktor na usg dojrzał "armatkę", ale była tak mała, że jeszcze trudno wyrokować co do płci. Póki co proszę się więc jeszcze nie sugerować zaimkami w powyższym opisie sugerującymi płeć męską :)))
Luteczek
wtorek, 10 sierpnia 2004
Luteczkowych potyczek z blogiem ciąg dalszy
Ponieważ Luteczek jest totalnym lamerem w technicznych sprawach bloga i musi się jeszcze sporo nauczyć, oficjalna premiera niżej podpisanego w szacownym gremium blogujących nieco sie przeciąga. Ale nieuchronnie się zbliża...
Trzymajcie kciuki, co by mnie wcześniej szlag nie trafił... :[
Na razie dla zainteresowanych kilka półeczek po lewo (które gwoździkami przybił Wujek Arim :) ).
To na razie. Luteczek.
...Panie Mieciu, won mnie z tą kielnią!... Arrrgghh!!!
czwartek, 05 sierpnia 2004
Budujemy nowy dom...
Dear All --stop-- Remont trwa --stop-- I jeszcze trochę potrwa --stop-- Ale nie za długo --stop--
Wróć... Chociaż może jednak trochę tak --stop-- Panie Mieciu, pan uważa z tą ścianą działową! --stop-- Szlag-by-to... --stop--
Stay tuned for more to come --stop-- Luteczek --stop. PS: Grrrr......
piątek, 30 lipca 2004
A co tu tak nikogo nie ma...?
Puk, puk... Cisza. Nikogo nie ma? Na to wygląda. Co robić? Poczekać na zewnątrz, czy wejść do środka? Hmmm... Chyba jednak wejdę. Jeden ruch klameczką i jestem w środku.
Hop, hop, jest tu kto!?... Cisza. Dziwne... Pustostan? Ładnie tu... Ciekawe, czy mozna wprowadzić się tu na stałe? Byłoby fajnie... Chyba tak zrobię. Luteczku, zrzucaj klamoty! Oficjalnie zasiedlasz tego bloga! Welkom :)
Ach, home sweet home... Chyba będzie mi się tu fajnie mieszkało :)
|